Ciężką rzeczą jest napisać dobry tekst o dziele sztuki, które kwestionuje sam język, proces komunikacji i wszelkie narzędzia krytyczne, których miarą jesteśmy w stanie go ocenić. Takim dziełem z pewnością jest powieść "Wojna Polsko-Ruska pod flagą biało-czerwoną" Masłowskiej i jej filmowa adaptacja Xawerego Żuławskiego. Nie oznacza to, oczywiście, że to niemożliwe.
Zacząłem nie bez przyczyny właśnie o pewnej specyfice dzieła, które sprawia, że są to dzieła nierozumiane, ignorowane przez wiele środowisk krytycznych (choć nie wszystkie), zarzucających mu, że "Niby twórcy zostawili tu i ówdzie parę 'intelektualnych' śladów, ale jakby podrapać mocniej, to za artystowską farbką nie znajdzie się nic ciekawego." (Muszyński o filmie Żuławskiego). Odpuszczę sobie w tym momencie więcej recenzji w podobnym guście, mówiących na dodatek jeszcze o dziwnych zabawach postmodernistycznych, manieryzmie, pretensjonalności etc. Zasadniczym ich elementem jest podkreślenie zdziwienia przyjętą formą - słowem 'dlaczego to wygląda tak, a nie inaczej?'. Nie mnie tu oceniać, czy to rewelacyjna kompetencja (albo jej brak) u krytyków lub rzeczywiście manieryczny charakter Żuławskiego (co ciekawe zawsze dostaje się od razu seniorowi Żuławskiemu, tak jakby od razu upatrywano w nim głównego sprawcę również twórczości syna). Chciałbym w tym tekście przede wszystkim skoncentrować się na tych elementach "pod farbką" Muszyńskiego - a właściwie udowodnić, że coś pod nią jest i niekoniecznie musi to być intelektualizm w wyraźnym cudzysłowie w jaki opatrzył go 'prowadzący' programów kulturalnych (ironia).
Szyc w filmie mówi 150 razy 'kurwa' - to jest fakt, często odnotowywany, łatwy do udokumentowania i pewnie (nie liczyłem) bezsprzeczny. Mówi również jako Silny wiele rzeczy zbędnych, niepotrzebnych i bez większej logiki. Zmierzam jednak paradoksalnie do stwierdzenia, że właśnie ten dialog, rwany i wulgarny, nielogiczny i wypaczony jest integralnym elementem konstrukcji i wyrazem siły tego filmu.
Szkatułkowa forma opowieści, w której Masłoska tworzy swoje postaci i sama jednocześnie staje się postacią literacką, jest właściwie wielkim pytaniem na temat aktu tworzenia, który przybiera tu (na poziomie historii Silnego) formę budowania własnej podmiotowości i świadomości, czyli związanego z tym dorastania. Pesymistyczny jest jego wydźwięk. Bohaterowie mówią językiem zaczerpniętym z otoczenia, reklam, teleturniejów, filmów, stereotypów, powtarzanych i wpajanych im przez rodziców (rozmowa o studiach). Masłowska pokazuje portret generacji, która nie ma własnego języka, ba, nie ma nawet własnej świadomości. Słowo jest tu fastfoodem przyswajanym momentalnie, bez zbędnych refleksji i wydalanym równie szybko(dobre słowo). W jednej z ostatnich scen filmu Silny stoi na balkonie 'swojego' wymarzonego domu a w tle słychać wstęp piosenki Dżemu "List do M.". Jest to klarowne przesłanie. Konflikt pokoleniowy urósł do ogromnych rozmiarów, pozostałością po rodzicach jest sama (zapewne przez nich) wytworzona wizja domu niż jego realna obecność. Matka ma na bohatera wpływ paradoksalnie przez nieobecność. Bardziej jest on więc piętnem niż elementem budowania psychiki Silnego. Bohaterowie poprzez kompletną dekonstrukcję mowy, nie są w stanie oddać swoich emocji, uzewnętrzenić się, samookreślić. Dlatego jawią się bardziej jako komiksowe postaci niż żywi ludzie, z którymi można się utożsamić. Jest to bodaj najpoważniejszy zarzut. W ostatnim (iście Hamletowskim) monologu Silnego, nie jest on w stanie określić, czy żyje, czy też nie. Następuje kompletny rozpad świadomości. Po raz kolejny paradoksalnie trzeba stwierdzić, że strumień świadomości u Masłowskiej jest właściwie ukazaniem jego braku. Tytułowa wojna jest kolejnym memem, jakimś łatwo przełkniętym stwierdzeniem a przede wszystkim rewelacyjną metaforą tego, co dzieje się w życiu bohaterów. Coś się rozgrywa, chociaż nie wiedzą dokładnie, o co chodzi. Wiedzą również, że ma to jakiś wpływ - dobry, czy zły wydaje się sprawą otwartą. W każdej jednak sytuacji brakuje im podstawowej refleksji. Stąd wywodzi się też cała groteskowość powieści i filmu.
Na drugim poziomie odbioru historii (historii samej Masłoskiej, piszącej powieść) należy wspomnieć scenę kluczową - spotkanie Masłoskiej i Silnego. Zabawnie ukazany dresiarz, który przez chwilę zdaje się być właśnie typowym chamem z blokowiska już po chwili znowu zostaje odarty z maski. Znów jest tylko wytworem literackim, przestaje być postacią z krwi i kości. Autorka odziera go z tego, co zdawało mu się jest nim: jego tożsamość jest maską, którą wcale nietrudno ściągnąć, bo jego motywacje i uwarunkowania psychiczne mają bardzo nieskomplikowany rodowód. Jest w nim więcej czegoś zewnętrznego niż Jego osobowości. Masłowska nie wymyśla nic nowego, ale bawi się tą koncepcją i rozwija ją o kilka interesujących aspektów. Przede wszystkim jednak motywuje tym wolność do tworzenia fikcji i broni tak swoich komiksowych bohaterów: ich oniryzm i nierzeczywistość. Są fikcyjni i przebarwieni, bo takich ich stworzyła - tak samo pokierował aktorów Żuławski. Szyc przekształca się od komiksowego Silnego obdarzonego nadnaturalnymi siłami, poprzez agresywnego dresiarza i wandala do de Mussetowskiego "dziecięcia wieku" - zawsze jest jednak skonwencjonalizowany, bardziej fikcyjny niż rzeczywisty. I taki też ma być. Podobnie Sonia Bohosiewicz, czy Maria Strzelecka.
Również sposób obrazowania w filmie nawiązuje do podobnych zjawisk w kulturze (twórczości Tarantino, komiksu, Bunuela, czy nawet twórczości Sławka Shutego lub Totartowskich happeningów i szeroko rozumianego zainteresowania kampem). Wszystko tu jest przerysowane, bo fabułą utworu jest właśnie Fabuła. Styl Masłowskiej nie jest przeźroczysty i taki też jest styl filmowy Żuławskiego.
Człowiek, który w zasadniczym stopniu przyczynił się do wydania powieści Doroty Masłowskiej, czyli Marcin Świetlicki napisał swego czasu:
"Bo to jest bracie wojna, jak Legia i Polonia, jak Wisła i Cracovia, jak Staś i Nell". Nie wiem, dlaczego, ale te słowa jakoś oddają całą atmosferę, która rozgrywa się wokół Wojny. Z jednej strony Masłowska i Żuławski - postaci oryginalne i kontrowersyjne z drugiej krytycy nastawieni wrogo do 'grafomańskich' i 'chimerycznych' dzieł, które wnoszą jednak dużą świeżość zarówno w dziedzinie literatury (po kilku latach już bezsprzecznie) i filmu. Każdy ma swoje racje, więc i tak dyskusja nie ma większego sensu. Mam nadzieję, że tekst sprawi, że ktoś zainteresuje się bardziej tym zjawiskiem.
niedziela, 31 października 2010
wtorek, 5 października 2010
jak krew z nosa
Obudził się i zobaczył plamę krwi na poduszce. Przejrzał wszystkie szafy w nadziei znalezienia jakiegoś ciała, ale nagle zobaczył w lustrze, że to tylko krew z nosa. Tylko krew z nosa.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)