Charles Bukowski "koniec" (finish)
jesteśmy jak róże które nigdy nie pokwapiły się
zakwitnąć wtedy kiedy powinny były zakwitnąć i
teraz jakby
słońce było już zmęczone
czekaniem
wtorek, 30 sierpnia 2011
Pani kierowczyni prowadzi autobus do Nowego Targu.
Wyjechałem w kilka miejsc naraz. Szanse powrotu
oceniam w promilach
oceniam w promilach
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
za Piotrem Czerskim cytuję, który cytuje również za kimś innym
"- Panie profesorze, jak nazywa się moment w tragedii greckiej, gdy bohater wie już, że wszystko i całe jego wysiłki, są i były pozbawione sensu?
- Poniedziałek 12:15"
- Poniedziałek 12:15"
niedziela, 28 sierpnia 2011
Humbert Humbert
Lolita się zestarzała i jest w ciąży i zbrzydła. Mówię wróć. Całkiem poważnie.
Szukałem cię kilka lat.
Szukałem cię kilka lat.
sobota, 27 sierpnia 2011
zlepki, postmortemizm
PLENER. DWORZEC
Tadeusz Halmann wyciąga paczkę Cameli i odpala cztery papierosy naraz.
TADEUSZ HALMANN
(głosem Marcina Świetlickiego)
Rozpierdoliłaś mi wakacje...
Okazuje się, że to nie dworzec a scena klubu Piękny Pies. Halmann wygląda jak Świetlicki.
HALMANN-ŚWIETLICKI
(głosem Humphreya Bogarta)
Jaka jest pańska narodowość?
Okazuje się, że to nie scena klubu Piękny Pies a knajpa u Ricka Blaine'a w Casablance. A Halmann nie jest Świetlickim, tylko Bogartem.
HALMANN-BOGART
(głosem oscylującym wokół Ingrid Bergman i Humphreya Bogarta)
We'll always have Paris.
Okazuje się, że to nie knajpa u Ricka a pokój w mieszkaniu na ulicy OBROŃCÓW STALINGRADU 51/12. Halmann jest Halmannem.
TADEUSZ HALMANN
(głosem Halmanna, przygotowuje się mentalnie do recytacji wiersza)
chciałem cię wymyślić. udało się
zwymyślać. chciałem
powiedzieć postmodernizm.
powiedziałem post
mortem.
wymyślany
codziennie odnowa
Nagle brzuch Halmanna zostaje rozerwany przez Obcego z filmu Ridleya Scotta. Mieszkanie nie jest mieszkaniem a sceną teatrzyku objazdowego.
OBCY
(głosem Nicolasa Cage'a)
Love me tender...
Ludzie biją brawo. Kotara się zasuwa. Na niebie unosi się napis HAPPY END.
///najbardziej epicka scena ever///
Tadeusz Halmann wyciąga paczkę Cameli i odpala cztery papierosy naraz.
TADEUSZ HALMANN
(głosem Marcina Świetlickiego)
Rozpierdoliłaś mi wakacje...
Okazuje się, że to nie dworzec a scena klubu Piękny Pies. Halmann wygląda jak Świetlicki.
HALMANN-ŚWIETLICKI
(głosem Humphreya Bogarta)
Jaka jest pańska narodowość?
Okazuje się, że to nie scena klubu Piękny Pies a knajpa u Ricka Blaine'a w Casablance. A Halmann nie jest Świetlickim, tylko Bogartem.
HALMANN-BOGART
(głosem oscylującym wokół Ingrid Bergman i Humphreya Bogarta)
We'll always have Paris.
Okazuje się, że to nie knajpa u Ricka a pokój w mieszkaniu na ulicy OBROŃCÓW STALINGRADU 51/12. Halmann jest Halmannem.
TADEUSZ HALMANN
(głosem Halmanna, przygotowuje się mentalnie do recytacji wiersza)
chciałem cię wymyślić. udało się
zwymyślać. chciałem
powiedzieć postmodernizm.
powiedziałem post
mortem.
wymyślany
codziennie odnowa
Nagle brzuch Halmanna zostaje rozerwany przez Obcego z filmu Ridleya Scotta. Mieszkanie nie jest mieszkaniem a sceną teatrzyku objazdowego.
OBCY
(głosem Nicolasa Cage'a)
Love me tender...
Ludzie biją brawo. Kotara się zasuwa. Na niebie unosi się napis HAPPY END.
///najbardziej epicka scena ever///
mówię do siebie, cudzymi słowami
Na Twoje urodziny jestem sam bezbronny
Broń nakazałem sobie odłożyć ołówek
I tarczę kartki schowałem w szufladę
Tamtą kobietę zwróciłem rodzinie
Osoby dawnych wierszy ode mnie odeszły
I nie mam uroczystej zastawy na stole
I nie ukrywam się za krzakiem drzewka
Czy za zasłoną parującej zupy
I nie mam psa pod stołem z którym bym rozmawiał
I żaden list nie przyszedł Nadawcy umarli
Na wymyśloną im przeze mnie śmierć
Autorzy byli i zabrali książki
I wreszcie nie mam żadnej ojczyzny gdy trup
Pamięci leży w brudach jak zużyta chustka
A tę za oknem właśnie śnieg zasypał
Razem z poezją śmiercią i Afryką
Mam tylko wyszczerbioną szklankę po musztardzie
I w butelce spirytus denaturowany
Od którego mózg płonie fioletowo
Jak zapalona rtęciowa żarówka
Ale jeszcze nie piję go kiedy spod śniegu
Dochodzą mnie zaklęcia pijanego ludu
Co usiłuje wymusić odpowiedź
Od milczącego na talerzu karpia
Życzę im by się przecież jakoś dogadali
Co się na pewno stanie skoro nawet talerz
Niedługo zacznie mówić ludzkim głosem
I barszcz i bigos i grzyby w kapuście
Ja zanim odkorkuję naleję wypiję
Zanim się z sobą samym podzielę opłatkiem
Skórki od chleba suchego jak wargi
Tymi spierzchłymi tyle Ci opowiem
Począłeś się w kobiecie z wielkiej melancholii
W łonie jak dom ogromny co nie zamieszkany
Sam się zaludnia najpierw echem kroków
Aż magnetycznie skupią się atomy
Począłeś się w kobiecie najbrzydszej na świecie
Co chociaż obdarzona pośladkami dwoma
Piersiami uwieść nie zdołała męża
Teraz się rodzisz żeby mnie zwyciężać
(Rafał Wojaczek - Kolęda)
Broń nakazałem sobie odłożyć ołówek
I tarczę kartki schowałem w szufladę
Tamtą kobietę zwróciłem rodzinie
Osoby dawnych wierszy ode mnie odeszły
I nie mam uroczystej zastawy na stole
I nie ukrywam się za krzakiem drzewka
Czy za zasłoną parującej zupy
I nie mam psa pod stołem z którym bym rozmawiał
I żaden list nie przyszedł Nadawcy umarli
Na wymyśloną im przeze mnie śmierć
Autorzy byli i zabrali książki
I wreszcie nie mam żadnej ojczyzny gdy trup
Pamięci leży w brudach jak zużyta chustka
A tę za oknem właśnie śnieg zasypał
Razem z poezją śmiercią i Afryką
Mam tylko wyszczerbioną szklankę po musztardzie
I w butelce spirytus denaturowany
Od którego mózg płonie fioletowo
Jak zapalona rtęciowa żarówka
Ale jeszcze nie piję go kiedy spod śniegu
Dochodzą mnie zaklęcia pijanego ludu
Co usiłuje wymusić odpowiedź
Od milczącego na talerzu karpia
Życzę im by się przecież jakoś dogadali
Co się na pewno stanie skoro nawet talerz
Niedługo zacznie mówić ludzkim głosem
I barszcz i bigos i grzyby w kapuście
Ja zanim odkorkuję naleję wypiję
Zanim się z sobą samym podzielę opłatkiem
Skórki od chleba suchego jak wargi
Tymi spierzchłymi tyle Ci opowiem
Począłeś się w kobiecie z wielkiej melancholii
W łonie jak dom ogromny co nie zamieszkany
Sam się zaludnia najpierw echem kroków
Aż magnetycznie skupią się atomy
Począłeś się w kobiecie najbrzydszej na świecie
Co chociaż obdarzona pośladkami dwoma
Piersiami uwieść nie zdołała męża
Teraz się rodzisz żeby mnie zwyciężać
(Rafał Wojaczek - Kolęda)
piątek, 26 sierpnia 2011
korespondencja pośrednia
umarliśmy dla siebie. jesteśmy
jak duchy i przesuwamy po stole kartki pocztowe. przestawiamy
plany wywracamy do góry nogami teorie. znaczymy
obecność z braku innych znaczeń. dajemy znaki
przez obce osoby - media i poetów. śpiewamy
wersy cudzych piosenek na złość
istniejemy.
znaczące że tylko wierzący widzą duchy
więc będziemy nadal. ukrywać
się między słowami wierszy w muzyce
w twarzach innych ludzi w fikcyjnych postaciach. aż przestaniemy
dawać znaki
wiary
w ostatniej scenie skreślamy dedykację
umarliśmy dla siebie. jesteśmy
jak duchy i przesuwamy po stole kartki pocztowe. przestawiamy
plany wywracamy do góry nogami teorie. znaczymy
obecność z braku innych znaczeń. dajemy znaki
przez obce osoby - media i poetów. śpiewamy
wersy cudzych piosenek na złość
istniejemy.
znaczące że tylko wierzący widzą duchy
więc będziemy nadal. ukrywać
się między słowami wierszy w muzyce
w twarzach innych ludzi w fikcyjnych postaciach. aż przestaniemy
dawać znaki
wiary
w ostatniej scenie skreślamy dedykację
umarliśmy dla siebie. jesteśmy
Ha I Q
matka częstuje mnie papierosami jak antybiotykiem
zabijam w sobie wszystkie małe śmierci
wszystko zawiera się w opozycjach
zabijam w sobie wszystkie małe śmierci
wszystko zawiera się w opozycjach
czwartek, 25 sierpnia 2011
Pętla II
więc przyjechałem. jestem
jak na dłoni z bardzo długiej podróży.
umarłem ożyłem zaginąłem jestem.
dom jest jak muzeum. chodzę na palcach
i wstrzymuję oddech przywieram do ściany
przez wilgoć i chłód
by wyczuć puls. dotykam i wiem
tu się już nic nie narodzi
jutro znów wyjadę
pomylić adresy
jak na dłoni z bardzo długiej podróży.
umarłem ożyłem zaginąłem jestem.
dom jest jak muzeum. chodzę na palcach
i wstrzymuję oddech przywieram do ściany
przez wilgoć i chłód
by wyczuć puls. dotykam i wiem
tu się już nic nie narodzi
jutro znów wyjadę
pomylić adresy
środa, 24 sierpnia 2011
***
kraków-czyżyny upał
ukryć się w cieniu
zapalić papierosa by wyrzucić po chwili to,
co dawało życie
zabija boleśniej
dziś
ukryć się w cieniu
zapalić papierosa by wyrzucić po chwili to,
co dawało życie
zabija boleśniej
dziś
eye on what i'm after, I don't need another friend, nod and watch your lips move, if you need me to pretend
http://www.youtube.com/watch?v=cqJJwv_Caaw&feature=related
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
żyletka w torcie
najtrudniej napisać coś zupełnie przeciwnego
to w gruncie rzeczy bardzo prosty list. coś z klasyki
cytat w kursywie życzenia i podpis
bez upiększeń zawiera
się w jednym prostym zabiegu
zamiana liczby mnogiej
sens
jest jak żyletka w torcie
urodzinowym
i zawsze są dwa warianty z tego jeden jest
już nieaktualny
trawię i czekam
i wiem że znowu dałem się przechytrzyć
na stary numer z tortem
i ostrzy się obraz
ostrzy coraz więcej
to w gruncie rzeczy bardzo prosty list. coś z klasyki
cytat w kursywie życzenia i podpis
bez upiększeń zawiera
się w jednym prostym zabiegu
zamiana liczby mnogiej
sens
jest jak żyletka w torcie
urodzinowym
i zawsze są dwa warianty z tego jeden jest
już nieaktualny
trawię i czekam
i wiem że znowu dałem się przechytrzyć
na stary numer z tortem
i ostrzy się obraz
ostrzy coraz więcej
sobota, 6 sierpnia 2011
nadal nie mam pracy...
List motywacyjny
otóż szanowny panie
nawet byśmy o sobie nie wiedzieli ale wiemy
może aż za dużo czarne na białym
zdjęcie w metryce
z mojej strony nie jestem w stanie zaoferować nic więcej
poza czerwienią krwi pajęczyną płuc przyśpieszonym tętnem
leworęcznością i dużą motywacją bo za życie trzeba zapłacić
i ja sobie proszę pana zdaję z tego sprawę
i tak, śpieszę wytłumaczyć, mam pewne doświadczenia
(o których szerzej w życiorysie.) wspomniałbym
o innych, ale wiem, że różnimy się podejściem
do kwestii osiągnięć i mogłoby to zostać odebrane źle.
otóż szanowny panie mam silną motywacją
i coraz większą żądzę
by zasłonić twarz pańskim logiem
ubrać pańską czapeczkę firmową
przebrać się za pana oficjalną maskotkę
jeśli taki będzie pański fetysz
skulony i skoncentrowany czekam
otóż szanowny panie
nawet byśmy o sobie nie wiedzieli ale wiemy
może aż za dużo czarne na białym
zdjęcie w metryce
z mojej strony nie jestem w stanie zaoferować nic więcej
poza czerwienią krwi pajęczyną płuc przyśpieszonym tętnem
leworęcznością i dużą motywacją bo za życie trzeba zapłacić
i ja sobie proszę pana zdaję z tego sprawę
i tak, śpieszę wytłumaczyć, mam pewne doświadczenia
(o których szerzej w życiorysie.) wspomniałbym
o innych, ale wiem, że różnimy się podejściem
do kwestii osiągnięć i mogłoby to zostać odebrane źle.
otóż szanowny panie mam silną motywacją
i coraz większą żądzę
by zasłonić twarz pańskim logiem
ubrać pańską czapeczkę firmową
przebrać się za pana oficjalną maskotkę
jeśli taki będzie pański fetysz
skulony i skoncentrowany czekam
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)