więc przyjechałem. jestem
jak na dłoni z bardzo długiej podróży.
umarłem ożyłem zaginąłem jestem.
dom jest jak muzeum. chodzę na palcach
i wstrzymuję oddech przywieram do ściany
przez wilgoć i chłód
by wyczuć puls. dotykam i wiem
tu się już nic nie narodzi
jutro znów wyjadę
pomylić adresy
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
I była lepsza.
OdpowiedzUsuń