AKT I
Scena 1
AUTOR siedzi na krześle. Na scenę wchodzi PAN A.
PAN A.
Bo wiesz, to jest trochę tak, jak spotkanie opłatkowe dla muzułmanów i Żydów. Te rekolekcje dla niewierzących. Jak granie muzyki dla głuchych. O! Dobry przykład. Ty wiesz, co taki głuchy sobie myśli, jak widzi muzyków? Cały zespół rockowy. jeden trzęsie grzywą, drugi ryczy do mikrofonu, trzeci skacze z basem a czwarty na perkusji macha rękami. Otóż myśli sobie – może i jestem głuchy, ale przynajmniej nie popierdolony. I dziękuje Bogu (jak wierzy). Wybierasz sobie prywatną abstrakcję i nikt cię nie przekona, że jego abstrakcja jest lepsza. Rekolekcje dla niewierzących mogą być dla zbuntowanych dziewczynek w podkoszulku Nirvany, które żeby zrobić na złość mamie idą na te rekolekcje żeby im nie było źle, że opuściły mszę...
(chodzi nerwowo)
Te rekolekcje to zamach na naszą świętą (dobre słowo) wolność. Możesz nie iść - jasne. To zwykłe zawłaszczenie mojego wyboru. Ja nie mówię ci, co masz robić. Mówię ci?
(chwytając Autora za koszulę)
Mówię ci, że masz nie wierzyć?
Autor
Nie!
Pan a.
Chociaż powinienem... Ateizm! To jest to, czego potrzebuje ten świat. To jest idea. Ale ty jej nie pojmiesz, jesteś tylko żałosną kreaturą. Chociaż czy ty w ogóle wierzysz? Nawet nie chodzisz do kościoła, nie odmawiasz modlitwy, nie masz swojego pomnika z papieżem, poduszki w kościele, nie masz swojej książeczki z modlitwami kreaturo, coraz bardziej chce mi się rzygać, jak cię widzę. Brakuje ci jednej jawnej deklaracji. Bardzo prostej. Nie żadnego "może". Silny człowiek się nie waha. Silny człowiek naciska spust. Albo go nie naciska. Wahają się tylko słabi. Tchórze. Jesteś tchórzem. Tak.
(klęka na kolanach)
Powiedz mi, wierzysz? Czy nie. Błagam...
(wstaje i łapie go za koszulę)
Wierzysz, czy nie? Masz pięć sekund na odpowiedź. Pięć. Cztery. Trzy. Dwa. Jeden... Zero... Jeden czy zero!
Autor
Wierzę... że nie istniejesz.
Światło gaśnie na chwilę.
SCENA 2
Zapala się ponownie. Siedzi sam Autor.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz