Wczoraj na Nurcie w Kielcach oglądałem w bloku filmów dokumentalnych "Polska na plusie" (WTF?) 3 filmy. Pierwszy z nich - "Kern" w reżyserii Grzegorza Królikiewicza to potwór wręcz kosmiczny, przy którym Godzilla jest ledwie pluszakiem - chujowo zmontowany, nakręcony i wyreżyserowany równie tragicznie paszkwil - a zdaniem twórców portret Andrzeja Kerna "człowieka nie rezygnującego ze swych ideałów i zapamiętałego w walce." (na temat postaci Kerna się nie wypowiadam). Ultra pisowski materiał, który bardziej atakuje innych niż pokazuje cnoty głównego bohatera, w którym ścieżka dźwiękowa z VHSów przemieszana jest z alegorycznie gównianymi przebitkami, które zdaniem upośledzonych twórców poszerzają interpretacje(nie znajduje innego określenia). Coś tragicznego we wszystkich aspektach.
Wszystko przeszłoby bez echa gdyby nie następny film pt. "Balcerowicz - Gra o wszystko" w reżyserii Andrzeja Fidyka i Anny Więckowskiej - film z kolei przesiąknięty biegunowo liberalną, kapitalistyczną apoteozą. Film faktycznie dużo sprawniej zrealizowany, miejscami zabawny i przekrojowy, wychwalający Balcerowicza (na temat Balcerowicza się nie wypowiadam). Pierwszy z dokumentów atakuje Mazowieckiego o "próbę zabójstwa Kerna" i chęć zarobienia na transformacji - drugi mówi o wielkim talencie politycznym Mazowieckiego i potrzebie i trudach transformacji. I tak we wszystkich aspektach.
Zastanawia mnie to, co robią polscy dokumentaliści. Po co pchać się, za przeproszeniem, w gówno? Manifestować poglądy? Być kontrowersyjnym? Zrażać i jednocześnie zyskiwać uznanie? Świetnie, że te dwa filmy były puszczone po sobie, bo sam ich wybór pokazuje jak daremną rzeczą jest budowanie pomników i ich obalanie.
Dokument jest rzeczą wprost skrojoną do wszelkiej maści podszywania ideologii - rzecz to powszechnie znana już od czasów bolszewickich, ale widzę, że nadal komuś to sprawia przyjemność.
Chyba, że każdy z nich będzie się składał z biegunowych części radykałów Czerni i radykałów Bieli, wtedy może w gównianej szarości całości kompozycji będzie wyglądał prawdziwie.
Podsumowując: Spierdalać z dokumentalnym filmem politycznym pospołu!
piątek, 26 listopada 2010
środa, 24 listopada 2010
Wielki Sen Bogarta (fragment)
Bohater siedzi więc dalej w samotności, dochodzi godzina osiemnasta, dopił już kawę, coraz więcej ludzi gromadzi się w kawiarni. Matowym głosem zamawia podwójne whisky i kupuje nowe papierosy, nie chce wracać jeszcze do domu, kolejna paczka się skończyła, coraz więcej pali, musi uważać na raka krtani, rak krtani czyha na Bogarta, ale są gorsze rzeczy niż rak krtani, zło się tu gdzieś czai, łyk whisky, żeby pozbierać myśli, skrystalizować bezcielesne zło, które gdzieś tu musi być, w oddechach, oparach, dymie, na zdjęciach, w twarzach i spojrzeniach. Ktoś włączył głośno muzykę, basy nie do zniesienia, co to kurwa jest, pomyślał, nie graj tego ani razu więcej, Sam.
Obraz powoli zaczyna rozpływać się w dowolniejsze formy, zmieniać swoją fakturę, z każdym łykiem whisky, kontury rozmywają się, głosy dochodzą przytłumione, muzyka jak szalona mantra elektronicznych uderzeń, jak zacięta płyta, deszcz za oknem to wskazówki zegarka, pokazuje, że czas się nie zatrzymał. Nic się tu dziś nie wydarzy. Czas iść do domu, ale nie wiadomo dlaczego nie wstaje i nie wychodzi, tylko siedzi bez celu. Coraz więcej ludzi, jest ich już tyle, że twarze zaczynają się roztapiać w bryły geometryczne bez cech charakterystycznych, ludzkich. Szuka w tłumie kogoś znajomego, do którego mógłby się dosiąść, ale tu już nie ma żadnych ludzi, są tylko potwory a może to on jest potworem i wydaje mu się, że to oni, bo są inni od niego, inaczej ubrani i uśmiechnięci, nie mają zębów tak żółtych od papierosów i cery tak wysuszonej, myśli pochmurnych, są młodzi i hałaśliwi, być może to inny gatunek ludzi, jeżeli coś takiego istnieje, urodzeni w innych czasach niż on, oglądający inne filmy, oni nawet nie wiedzą kim był Bogart, kim jest Bogart, tak myśli Bohater i nagle dostrzega znajomą twarz wykrzywioną grymasem.
Obraz powoli zaczyna rozpływać się w dowolniejsze formy, zmieniać swoją fakturę, z każdym łykiem whisky, kontury rozmywają się, głosy dochodzą przytłumione, muzyka jak szalona mantra elektronicznych uderzeń, jak zacięta płyta, deszcz za oknem to wskazówki zegarka, pokazuje, że czas się nie zatrzymał. Nic się tu dziś nie wydarzy. Czas iść do domu, ale nie wiadomo dlaczego nie wstaje i nie wychodzi, tylko siedzi bez celu. Coraz więcej ludzi, jest ich już tyle, że twarze zaczynają się roztapiać w bryły geometryczne bez cech charakterystycznych, ludzkich. Szuka w tłumie kogoś znajomego, do którego mógłby się dosiąść, ale tu już nie ma żadnych ludzi, są tylko potwory a może to on jest potworem i wydaje mu się, że to oni, bo są inni od niego, inaczej ubrani i uśmiechnięci, nie mają zębów tak żółtych od papierosów i cery tak wysuszonej, myśli pochmurnych, są młodzi i hałaśliwi, być może to inny gatunek ludzi, jeżeli coś takiego istnieje, urodzeni w innych czasach niż on, oglądający inne filmy, oni nawet nie wiedzą kim był Bogart, kim jest Bogart, tak myśli Bohater i nagle dostrzega znajomą twarz wykrzywioną grymasem.
czwartek, 11 listopada 2010
Cranford Nix is dead
Cranford Nikt
pozostaną filmy
na youtube komentarze
znajomych pod zdjęciami [*] relacje z libacji
których nie pamiętam
skrzętnie opisane na facebooku
konta internetowe i adres mailowy
w którym po latach zbierze się tona spamu
i maile od dawno nieżywych znajomych
parę kawałków nagranych dyktafonem nad ranem
po przechlanych dwóch dniach wszystko słychać
jak podgłośnisz i zamkniesz okna
coś poszło źle ale jeszcze do tego nie doszedłem
na razie upadłem jutro będzie lepiej
jutro i wczoraj zawsze jest lepiej
tylko dziś jest zły dzień
jestem Cranford Nix i zaśpiewam wam hymn do Klonazepamu
wzruszającą balladę o heroinie i dziwce chorej na AIDS
poznałem ją wczoraj niezła historia
możesz dać że lubisz
W tamtym roku mieliśmy próby z Zespołem Corsakova w salce w kamienicy przy ulicy Starowiślnej. Podczas pierwszej próby w tej sali zrobiliśmy klasyczną, uświeconą tradycją libację, na którą przyszedł amerykański muzyk - stary rockman, który mieszkał w tej kamienicy. Gość okazał się być rekordzistą Guinnesa w długości grania koncertu - Alex Carlin (bo tak się nazywa) zagrał 32 godzinny koncert, podczas którego zagrał między innymi wszystkie kawałki Beatlesów. W każdym razie na tamtej imprezie zaczął grać bardzo ciekawy utwór, którego wcześniej nie słyszałem. Beatlesowski klimat, ale tekst dość dziwny. Zapamiętałem tylko pierwsze wersy: "My girlfriend killed herself last night..."
Na drugi dzień znalazłem na necie stronę Alexa - www.alexrock.prv.pl, gdzie można było usłyszeć właśnie utwór "My girfriend is dead", jednak nie było żadnych informacji na temat oryginalnego autora(teraz już są). Zgooglowałem tytuł i przez wiele nic nie znaczących wyników odnalazłem nareszcie autora - Cranforda Nixa.
http://www.cranfordnix.com/ na tej stronie można znaleźć większość zachowanych nagrań Cranforda Nixa.
Po kolei zacząłem odsłuchiwać wszystkie zgromadzone utwory na stronie. Większość z nich jest w fatalnej jakości, większość kawałków zagrana było nierówno i z fałszami, ale to było coś. Tematem większości utworów jest życie ulicznego muzyka, libacje, imprezy, wreszcie ćpanie, czy odwyk. Wszystko spisane prosto, bez nadęcia i szczerze. Byłem w coraz większym szoku, że taki człowiek jest zupełnie nieznany. Znalazłem wreszcie więcej informacji na jego temat i wywiad-koncert na youtube, w którym Cranford z jakąś starą, straszną babą rozmawia o swoim uzależnieniu od heroiny(jako wyleczony) i gra swoje najbardziej znane utwory (m.in. Suicide or alcohol, Met a girl at N.A., czy Cigarettes and Heroin). Wywiad z 1996 roku.
http://www.youtube.com/watch?v=21Bn-ceAUwI&feature=related
Odnalazłem wreszcie informację, że Cranford Nix zmarł w 2002 roku w wyniku przedawkowania heroiny. Coraz bardziej ta muzyka wydawała mi się niezwykła, brudna i chaotyczna, ale też niesamowicie prawdziwa i bezkompromisowa. Na pewno nieznana. Ciężko znaleźć jedno studyjne nagranie w dobrej jakości, informacje na internecie z reguły są wspomnieniami znajomych z Californii(tam mieszkał podobno w samochodzie), dlatego najlepiej oprzeć się pewnie na jego tekstach piosenek.
A wracając do udziału Alexa Carlina w całym wydarzeniu. Okazało się, że grali razem w (podobno kultowej) formacji punkowej the Malakas, w której Cranford Nix był wokalistą.
http://www.youtube.com/watch?v=XOF9u5jS8k4
pozostaną filmy
na youtube komentarze
znajomych pod zdjęciami [*] relacje z libacji
których nie pamiętam
skrzętnie opisane na facebooku
konta internetowe i adres mailowy
w którym po latach zbierze się tona spamu
i maile od dawno nieżywych znajomych
parę kawałków nagranych dyktafonem nad ranem
po przechlanych dwóch dniach wszystko słychać
jak podgłośnisz i zamkniesz okna
coś poszło źle ale jeszcze do tego nie doszedłem
na razie upadłem jutro będzie lepiej
jutro i wczoraj zawsze jest lepiej
tylko dziś jest zły dzień
jestem Cranford Nix i zaśpiewam wam hymn do Klonazepamu
wzruszającą balladę o heroinie i dziwce chorej na AIDS
poznałem ją wczoraj niezła historia
możesz dać że lubisz
W tamtym roku mieliśmy próby z Zespołem Corsakova w salce w kamienicy przy ulicy Starowiślnej. Podczas pierwszej próby w tej sali zrobiliśmy klasyczną, uświeconą tradycją libację, na którą przyszedł amerykański muzyk - stary rockman, który mieszkał w tej kamienicy. Gość okazał się być rekordzistą Guinnesa w długości grania koncertu - Alex Carlin (bo tak się nazywa) zagrał 32 godzinny koncert, podczas którego zagrał między innymi wszystkie kawałki Beatlesów. W każdym razie na tamtej imprezie zaczął grać bardzo ciekawy utwór, którego wcześniej nie słyszałem. Beatlesowski klimat, ale tekst dość dziwny. Zapamiętałem tylko pierwsze wersy: "My girlfriend killed herself last night..."
Na drugi dzień znalazłem na necie stronę Alexa - www.alexrock.prv.pl, gdzie można było usłyszeć właśnie utwór "My girfriend is dead", jednak nie było żadnych informacji na temat oryginalnego autora(teraz już są). Zgooglowałem tytuł i przez wiele nic nie znaczących wyników odnalazłem nareszcie autora - Cranforda Nixa.
http://www.cranfordnix.com/ na tej stronie można znaleźć większość zachowanych nagrań Cranforda Nixa.
Po kolei zacząłem odsłuchiwać wszystkie zgromadzone utwory na stronie. Większość z nich jest w fatalnej jakości, większość kawałków zagrana było nierówno i z fałszami, ale to było coś. Tematem większości utworów jest życie ulicznego muzyka, libacje, imprezy, wreszcie ćpanie, czy odwyk. Wszystko spisane prosto, bez nadęcia i szczerze. Byłem w coraz większym szoku, że taki człowiek jest zupełnie nieznany. Znalazłem wreszcie więcej informacji na jego temat i wywiad-koncert na youtube, w którym Cranford z jakąś starą, straszną babą rozmawia o swoim uzależnieniu od heroiny(jako wyleczony) i gra swoje najbardziej znane utwory (m.in. Suicide or alcohol, Met a girl at N.A., czy Cigarettes and Heroin). Wywiad z 1996 roku.
http://www.youtube.com/watch?v=21Bn-ceAUwI&feature=related
Odnalazłem wreszcie informację, że Cranford Nix zmarł w 2002 roku w wyniku przedawkowania heroiny. Coraz bardziej ta muzyka wydawała mi się niezwykła, brudna i chaotyczna, ale też niesamowicie prawdziwa i bezkompromisowa. Na pewno nieznana. Ciężko znaleźć jedno studyjne nagranie w dobrej jakości, informacje na internecie z reguły są wspomnieniami znajomych z Californii(tam mieszkał podobno w samochodzie), dlatego najlepiej oprzeć się pewnie na jego tekstach piosenek.
A wracając do udziału Alexa Carlina w całym wydarzeniu. Okazało się, że grali razem w (podobno kultowej) formacji punkowej the Malakas, w której Cranford Nix był wokalistą.
http://www.youtube.com/watch?v=XOF9u5jS8k4
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)